magisterka się pisze…
Oj jak się pisze! Mieszkanie wylizane, przemeblowane, znalazłam masę skarbów w szafie w korytarzu. Znajduję coraz więcej przepisów kulinarnych, możliwie najgłupsze filmiki na yt również obejrzane. No ale co ja poradzę na to, że kiedy odpalam plik przybyszewski.doc, mój komputer się zawiesza?:> czary mary! Znaki!
Śniadaniuję po królewsku:
I próbuję stworzyć naukową atmosferę, oczyszczać powietrze, pobudzać się świecami:
Echhh
Koszmary. Nie tylko we śnie. One wracają.
Ponad tydzień temu śniło mi się, że byłam sama z siostrą w mieszkaniu. Usłyszałam, że ktoś wszedł do środka, więc postanowilam wyjść na korytarz. Tam stał wysoki chłop i się chwiał. Nie wiem dlaczego, ale pomyślałam, że jest zboczeńcem. I poczułam, że mam paraliż senny, potrafiłam tylko krzyknąć “aaa!” i wtedy wyszła moja siostra. On się na nią rzucił, chciał ją zgwałcić… więc zaczęłyśmy sie z nim szarpać i go jakoś wypchnęłyśmy za drzwi, przytrzaskując mu rękę. Zostałam sama. Nasłuchiwałam. Panowała śmiertelna cisza. Zajrzałam przez wizjer, czy on tam jest. I zobaczyłam tę przerażającą mordę! Wyciągnął zapalniczkę i krzyczał, że podpali mi mieszkanie. Ja z kolei wiszczałam, że wezwę policję. Jeszcze chwilę szarpał za drzwi i sen się skończył…
Obudziłam się na podłodze. Brr! Do tej pory mam ciarki!
Dzisiaj myślałam, że mój koszmar się spełni.
Jestem sama w mieszkaniu. Sprzątam kuchnie. Słyszę pukanie, ale myślę, że to nie do mnie. Pukanie staje się coraz głośniejsze, więc podchodzę do drzwi. Widzę jakiegoś chłopa z czymś w rodzaju ankiety. Aaa! Boję się. On dalej puka, dzwoni. Myślę- może ktos od gazu? prądu? Otwieram. Byłam tak wystraszona, że nie wiedziałam, co mówi. Jedynie, że zbiera pieniądze na jakieś chore dziecko. Mój strach siegnął zenitu, dałam mu 5 zł i pomyślałam tylko: odejdź, aaa!
I odszedł.
Złamałam zasadę: nie otwiera się drzwi nieznajomym, nie rozmawia się z nimi. Ech, nie cierpię być sama :(
znaki
Chciałabym się tak zamknąć wśród obrazów, grafik, kawy, rozmemłania, pościeli i jak dawniej być gdzieś obok, kiedy w centrum jest jakiś posąg starannie wycierany przeze mnie z kurzu.
Patrzę w przyszłość z wielką niechęcią. Zapętlenie. Tego mi potrzeba.
rozbiła głowę
3. piętro, wyrzucona z wielkim impetem z balkonu. Szamanizm, voodoo. Uch. Rano wychylam się przez balkon i… o ironio losu! Wydeptane serce i rozbita głowa róży. Zdechła, zamarzła.


Kalejdoskop losu
Badziewna gazeta swoją drogą.
Wczoraj rano krakowskie kazimierzowskie szmateksy z Kasią, potem dworzec, odebrana klawiatura i wieczorem spotkanie z Heвcкoe i Kasztelanem.
Podobno podrywałam psa i jego właściciela kiedy podążałyśmy do Żabki. Podobno śpiewałam Kolorowy wiatr. Podobno wybekałam pierwszą zwrotkę hymnu Rosji. Niesamowite – po alkoholu nabieram blasku! Kiedyś growlowałam całe “Morskie opowieści” wersję hard (jest nagranie). Może drzemie we mnie coś, co budzi się dopiero większą dawką etanolu? Ajajajj…
Szkoda, że niewiele pamiętam.
Ale rano mnie pocieszono. Voila!

Wszystko mija – nawet najdłuższa żmija – S. J. Lec
Chciałabym wziąć swoje życie we własne ręce. Nie uzależniać się od psychotestów, horoskopów, wiary w przesądy. W to, że jeśli nie powiem A, to B nigdy nie przyjdzie.
Robię dziwne rzeczy. Popadam w skrajności. Tak było zawsze. Teraz za mną kolejny etap. Raczej domknięty. Jeszcze jutro zalać robaka flaszką bimbru i chyba tylko sobie beknę z żalu i złości na siebie i swoją naiwność, także na moją złudną wiarę w to, że coś wzniosłego przyjdzie samo..… jak lipcowe deszcze – tak nagle, na chwilę i stanie się rześko i przyjemnie. Ale chyba tak to nie działa.
Chodziłam dzisiaj po Kazimierzu. Na kamienicach Goodbye Lenin!, w mp4 co chwila Yann Tiersen. Powrotna fala? Złośliwość rzeczy martwych? Za co? za co? – pytam się?
Wczoraj zasnęłam jak stałam. Miałam tyle przytomności aby zmienić koszulkę. Budzę się, słońce przeżera mi powieki. Wącham (a węch mam doskonały!) ten zapach, znam, zaraz… No nie! Nie wyprałam koszulki. Zapach został na moim ubraniu. Na pościeli, wszędzie.
Zawsze lubiłam, kiedy płonęły mi policzki. Podobno wtedy ktoś o mnie myśli. Treaz też płoną i wiem, że to bujda. Zaczyna mnie to drażnić. Ech ech.
I czuję się bardzo dziwnie. Tęsknię. Nie za człowiekiem, a za tym stanem, że ktoś gdzieś tam jest i wiem kto konkretnie. Teraz wracam do stanu sprzed tego czasu – wiem, że gdzieś ktoś jest, ale nie mam pojęcia kto.
Dopijam zimną poranną kawę. Ciszę w mieszkaniu zamieniam na smęty Kasi Nosowskiej.
A te dni ciszy które, które dzielą nas. Podpowiadają mi złe obrazy. Muszę to przespać, przeczekać, przeczekać trzeba mi. A jutro znowu pójdziemy nad rzekę…
Tak sobie marzę, rozmyślam, idealizuję, nadintepretuję, mam nadzieję. To takie normalne. Kiedyś zejdę na ziemię. To bujanie w obłokach pewnego dnia mi się znudzi albo uderzy we mnie piorun. I się skończy.
Rozmawiałam z przyjacielem. Twierdzi, że jak na mnie zachowałam się bardzo dojrzale i racjonalnie i żebym tak dalej trzymała.
Czy ja wiem… Emocji emocji! Szału płodzenia (intelektualnego!), energii, siły! Zbyt impulsywna, zbyt pączkowata, zbyt wymagająca, zbyt złośliwa, zbyt niezgadzająca się.
I kończę: Najwrażliwsze jest serce. I najprzewrotniejsze. (Julia Hartwig)

proszę mnie uderzyć.
Jak w tytule. Ktoś kiedyś pomyślał o tym by robić z siebie pajaca. Tym kimś byłam ja. Ale pajac na nartach to już za wiele. Proszę połamać mi lewą kończynę. Dziękuję.
tak sobie pomyślałam
Kiedy miałam jakieś rozterki, dylematy, wątpliwości, mówiłam o nich Murmie. Ona mnie zawsze wysłuchiwała, wpatrywała się we mnie tymi pięknymi zielonymi oczkami, czasem je mrużyła albo zerkała z pogardą. Jednak to kot, nie potrafiła mi doradzić.
Kiedy rozmawiam z Kasią, wiem, że takiej porady mogę oczekiwać. Jednak wiem też, że muszę być świadoma pewnych zachowań i dziwnego toku myślowego. Tego, czym kieruję się w swoim zachowaniu, a dalej – życiu.
Gdzieś we mnie tkwi przeczucie, że moim losem kieruje jakiś dziwny mechanizm składający się z wielu trybików, śrubek, siatki wzajemnych zależności, dziwnych, często chorych powiązań.
No i na ten przykład: skoro w jednej dziedzinie mi się układa, to w innej będzie katastrofa. Zastoje są niemożliwe. Ta maszyna musi być czymś napędzana.
I jak teraz idzie dobrze i tu, i tam i siam, to czuję się niespokojna. Szukam dziury w całym. Drażni mnie chłopiec egocentryk wygłaszający tyrady o xyz. Nie powiem jednak nic, wolę posłuchać. Dziwne, ja, gaduła, słucham. A jak gadam, to o duperelach.
Jeśli człowiekowi coś przeszkadza, to powinien o tym mówić, a nie gdzieś tam upychać w kąt, potem zamknąć drzwi, zasunąć je komodą i udawać, że zgubił do nich klucz. To byłaby szczera, zdrowa postawa życiowa. Taka równowaga. Ja tobie, ty mnie i wiemy na czym stoimy.
Skąd zatem biorą się lęki albo szukanie dziury w całym? Z poprzednich rozczarowań? Z tej maszyny zardzewiałych trybików i wyszczerbionych kół zębatych?
Czytam sobie horoskop. I znalazłam jeden, który naprawdę mi się spodobał i trochę wyjaśnił. Oto fragmenty:
Osoby urodzone w Raku są wrażliwe i łatwo ulegają wzruszeniom. Tak jak mimoza składa liście, gdy się jej dotknie, tak Rak się zamyka w sobie, jeżeli go coś urazi z zewnątrz. A jak się potrafi martwić! Często nawet na zapas lub w każdym razie bez powodu. Wśród osób z tego znaku spotykamy też często hipochondryków oraz ludzi widzących przyszłość w czarnych kolorach. Kasandra na pewno miała słońce w Raku. Rak nie może uwierzyć, że mu się wszystko powiedzie, że nie będzie miał kłopotów. Jest przekonany, że gdzieś tkwi niebezpieczeństwo, tym większe, bo niewidzialne i nieznane.
Naprawdę dobrze czuje się Rak dopiero u siebie w domu, w swych czterech ścianach. Tu może spokojnie odetchnąć, tu się czuje bezpieczny, niczym nie zagrożony.
Ta cecha Raka łączy się z jego charakterystycznymi skłonnościami do bogatego życia wewnętrznego. Do tego przyczynia się w pewnym stopniu także jego łagodność i uczuciowość. Rak zna swój charakter i zdaje sobie sprawę z lego, dlatego też odczuwa pewien lęk przed światem, po prostu obawia się, by go twarde życie nie zdusiło, nie przygniotło, nie uczyniło mu krzywdy lub szkody.
Zabawne, ale nasz Rak w swej wrażliwości przypomina chwilami swego imiennika raka skorupiaka na wiosnę, w okresie zmiany skorupy. Będąc przez jakiś czas niechronionym przez pancerz i bezbronnym, czuje się on bezpieczny tylko w swej norce.
Tymczasem receptywność, subtelność i delikatność uczuć Raka są tak silne, że w ogóle trudno go oszukać. Natychmiast wyczuje on obecność osoby nieprzychylnej, nie mającej w stosunku do niego uczciwych intencji. Tak więc obawy jego są płonne, jego przesadna ostrożność zbędna, niepotrzebna.
(…) Rak jest człowiekiem o zmiennych nastrojach. Nikt bowiem nie jest tak zależny od otoczenia jak Rak. Na nikogo innego nie działa tak silnie środowisko, towarzystwo i obce indywidualności. Nikt tak nie kieruje się sympatiami i antypatiami jak ludzie, którzy mają słońce w znaku Raka.
Gdy Rak znajduje się w otoczeniu, z którym duchowo nie harmonizuje, staje się wręcz chory. Będzie mrukliwy, zgryźliwy i zamknięty w sobie. Będzie siedział w towarzystwie mu niesympatycznym i będzie cierpiał. Na jego miejscu Baran by poszedł do domu, Byk by w ogóle nie przyszedł, Bliźniak by sobie z tego nic nie robił, a Skorpion by wszystkim złośliwie dogryzał.
Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz — powiedział Boy w wierszu: “Stefania”, napisanym w młodości. Możliwe, że był wówczas pod wrażeniem niekonsekwentnego postępowania jakiejś dziewczyny, mającej słońce w Raku. Panie te bywają nawiedzane przez tęsknoty, fantazje i marzenia. A gdy się kiedyś szczęśliwie zdarzy okazja urzeczywistnienia pragnień, wtedy okaże się, że im tego dnia właśnie brak nastroju…
Ale nie jest też tak, że sobie można wymawiać horoskopem swoją postawę życiową. A może gwiazdy o czymś decydują? Kiedy i skąd przyjdzie odwaga aby wziąć siebie i swoje życie we własne ręce i samej je układać?
Ajć!
domowo
W czwartek przyjechałam na Podlasie. Szczerze mówiąc, strasznie nie chciało mi się jechać. Ale teraz to chętnie zostałabym w domu do końca lutego :)
Wczoraj zaczęłam prowadzić wykopaliska archeologiczne w swoim pokoju. Odnalazłam masę płyt ze zdjęciami sprzed ośmiu lat. Moja uciecha nie miała końca (jej przejawem jest powstanie nowego albumu na fb). Kiedyś moja niemrawość nie sięgała aż takich szczytów jak obecnie. Cóż, widocznie się starzeję. Ględzenie zawsze miałam we krwi, jednak wczoraj, kiedy patrzyłam na te zdjęcia, poczułam się naprawdę staro… Tempus fugit i nic na to nie poradzę.
Dzisiaj z kolei zrobiłam sobie przebieżkę po lesie z Amirem. Wytaczaliśmy się w śniegu, pies obsikał każde możliwe drzewo i słup, a ja poprzytulałam się do sosen i świerków. Jak dawniej ;)
I lubię te mrozy, ach jak ja je lubię! Dzisiaj rano w Trypuciach były 32 kreski poniżej zera. Super!
Lecę w kosmos. Taki mój prywatny

