Stwierdziłam, że zrobię iście zajebisty obiad wegetariański. Masa warzyw, makaron penne, pieczarki, dobry sos czosnkowy, ser drobno starty, etc. wyszło naprawdę smaczne. W nagrodę ciastko od Buczka i dobra kawa. Tak… sięgam po talerzyk do szafki… ŁUP! Talerzyk w milionach części, a niektóre z nich zawędrowały do papryki Karoliny :| nic to, pozbierałam. Robię kawę, nagle… ŁUP! Podstawka pod jajko w częściach. Co się do kurwy nędzy dzieje? :( dobra, to jedna z ostatnich podstawek, skleję ją! Karolina, masz super glue? Tak, jasne. Rydzessska bierze się za klejenie, skleja sobie paznokcie z palcami, podkładkę pod myszkę z biurkiem… a potem panika! aaaa!
Nie mogę patrzeć na swoje ręce. I kurde pranie zrobiłam wcześniej ;/ może zacznę szorować podłogi, wannę, umywalkę i pralkę wyczyszczę? ech…
I taka rozkojarzona chodzę, niby fajnie jest, bo jest Ktoś czuły, delikatny, kochany i poważny, ale… no. Zawsze znajdę ale.
Debil ze mnie.
łamaga!
•listopad 6, 2009 • Dodaj komentarzech
•październik 14, 2009 • Dodaj komentarzOstatnio miewam paskudne koszmary. Są na tyle straszne, że budzę się w nocy, potem nie mogę zasnąć, czytam senniki i te mówią same złe rzeczy… Niby ściema, ale coś w tym musi być: skoro tematyka snów bardzo zbliżona, skoro potem cały dzień rozczłonkowuje to, co mi się śniło. Ech, tak jakoś coś kłuje w środku :(
dziecko
•wrzesień 25, 2009 • 4 komentarzyMam chrześniaka, to niektórzy wiedzą. Ma już prawie 10 miesięcy, jest dużym i uśmiechniętym bobasem. Dzisiaj złożyłam mu wizytę. Zobaczcie jaka buzia :D

a tutaj fikamy

nie jest rozkoszny? :)
* wpis bez danych statystycznych, pesymistycznych wizji świata, nie występuje słowo ’samiec’. alleluja i do przodu!
ideały?
•wrzesień 23, 2009 • 9 komentarzy
zachwycam się klasykami. jakoś tak Katarzyna mnie natchnęła (zresztą na Wilq też).
Doceniam to, że w ogóle to dziewczę z obrazu nijak nie pasuje do współczesnego kanonu piękna, jakże podniecającego samców naszych czasów: opalenizna, blond włoski, rozmiar 34/36, wielkie usta jak u Angeliny (paskudnej zresztą), kościste policzki, manicure, mini, kabaretki i jazda!
wpisałam w google- laseczka; wyświetliła się na 1.stronie. to o czymś świadczy, nie?
a co mnie urzeka w tej jakże rześkiej dziewczynie z obrazu A.W.Bouguereau? wrzuciłam do galerii na gronie i opisałam tak: idealna pod każdym względem. nieopalona, czysta, rześka, z CIAŁEM! I taka rumiana, zawstydzona, myślę, że niewinna…
bo lubieżność jest przecież okej, dodaje pikanterii życiu, ale taka w dobrym guście. Ale kiedy widzę niektóre profile na naszej-klasie, to mnie obrzydzenie bierze :| co się przez takie ‘fotecki’ osiąga? doładowanie telefonu za 50 zł? ech… świat dąży ku samozagładzie, brrr! dosyć morałów.
a propos Wilq‘a- to powstanie odrębna notka, bom tak zachwycona i uchachana jak nigdy :D
no dobra, chcę mieć dziecko.
•wrzesień 20, 2009 • 7 komentarzyZaczęłam czytać masę for dotyczących planowania ciąży, karmienia, wychowywania malucha. Tak chciałabym się psychicznie nastroić kilka lat przed zaciążeniem się na dobre, bo naprawdę to jedno z moich największych marzeń. Wiem, przerażające to jest na pewno (tak… przeciśnij arbuza przez cytrynę…), ale… jakże urocze! Jaki to musi być cud, że wyszedłby ze mnie taki mały człowieczek, który kilka miesięcy później mówiłby do mnie mamo :D
tak, domyślam się, że czytające ten wpis osoby znowu stukają się w czoło albo po cichu się z mojej głupoty i naiwności śmieją, ale cóż poradzić- łudzić się jest rzeczą ludzką ;) bo primo- nie ma odpowiedniego rozpłodowca, secundo- moje studia nie gwarantują zajebiście płatnej pracy, a tertio to zachowam dla siebie, jednakowoż contra spem spero, więc… ;)
nie mogę krzyczeć do okna nawet
•sierpień 29, 2009 • 4 komentarzyPrzewiązałam oczy misiowi kawałkiem kołdry. Żeby nie mógł patrzeć. Tak sobie przy okazji pomyślałam, że to o wiele wygodniejsze. ha! A jaka wygodna musi być zatem obojętność, nieczułość. Ile bym dała za taką zdolność. Chociaż dzisiaj w nocy znęcałam się nad zwłokami muchy, która wcześniej przez jakieś 4 godziny wyraźnie irytowała mnie swoją bytnością w moim pokoju. Zasłużyła. Ja też zasłużyłam zatem na pogardę. Tak sobie słucham Requiem Mozarta i myślę nad swoją nędzą najpodlejszą, oblepioną brudem całego świata i własnymi fekaliami. Nie uczułam wzniosłości albo inaczej- uczułam tylko że ona mnie zupełnie przygniotła sprawiając, że czuję się gorzej niż zwłoki muchy zalegające dno kosza na śmieci.
Pada deszcz, taki rzęsisty, nic mi się nie chce. We wtorek mam egzamin, bardzo trudny, jeszcze nie skończyłam przerabiać materiału. Trudno no, może się na siłę uśmiechnę albo wpadnę w totalną panikę i zacznę się huśtać na krzesełku jak opętana. Zawsze jakiś pomysł.
a tak zawsze marzyłam o wzniosłości, tak jej potrzebowałam. Wyraźnie nie jest dla mnie. Ach, moja płytkość mnie przeraża dogłębnie. I się taka powierzchowna zrobiłam. I krzyczą na mnie, że się nie maluję na co dzień. A po co?
Jakieś idiotyczne znajomości zawarte przez komunikatory doprowadzają mnie na skraj rozpaczy. Za bardzo uzależniam się od rozmów z zupełnie obcymi ludźmi. Ale jak to wciąga! I ich problemy stają się moimi, chociaż widzę je jako ciąg znaków graficznych, czcionek prostych, bezszeryfowych. Może to po prostu ma być takie? A ja dopatruję się Bóg wie czego?
ech, jaka jestem bez sensu.
taki szał
•sierpień 18, 2009 • 2 komentarzyczasem człowiek tak bardzo pragnie posiąść tę możliwość niechęci do gatunku homo sapiens. ja tak mam. ale do tchórzliwych osób i ciot, które nie liczą się z uczuciami innych i mają w nosie, co się z nimi dzieje przez pewien czas, powiedzmy, ‘oczekiwań’. czasami zachowuję się jak 13latka, myślałam, że dzisiaj też. jednak po uzgodnieniu moich wyczynów z poważnymi ludźmi, myślę, że zachowałam się nader dojrzale.
spalam za sobą mosty, kończę głupoty i te bezsensowne mrzonki. sny są dla słabych ludzi. ja nie chcę być słaba, w końcu duża baba ze mnie, nie? :P
•sierpień 9, 2009 • 2 komentarzy
Boże, jakie to głupie. wreszcie na trzeźwo się do czegoś przyznać. Pokazać, że jest się odważnym. Tak, trzeźwo, uprzednio wypiwszy połowę butelki czystej, bo humor ostatnio nie dopisywał. Człowiek czeka na jakąś reakcję, wie, że się nie doczeka. Jednak spes mater stultorum. I tak mijają godziny. Nadchodzą ataki histerii. Chyba coś ją gryzie, skoro ostatnio pije i pije. W dodatku sama. Nawet jak idzie do ludzi, to z nimi nie rozmawia. Nie chce na nich patrzeć, najchętniej to pojechałaby w jeszcze większą dzicz zaprzyjaźnić się z niedźwiedziami, a nuż któryś by ją śmiertelnie pokochał?
Nic nie cieszy, wszystko dobija, nawet zimna kawa, bo miała być ciepła i przyjemna. Rozstroje żołądka, bóle jajników, zimne dłonie, zimne stopy, a niby 27 stopni jest. dziwne. Trupia rzeczywistość. Trupia duchowość. Zaczyna się nienawidzić siebie, bo już nie można ze sobą.
I taka powierzchowna dyplomacja dookoła. Bo zawsze trzeba się uśmiechać, bo śmiech to zdrowie, bo szczęśliwi żyją dłużej. A ja sobie powiem- pierdolnięty zawsze uśmiechnięty. Takie dyplomatyczne rozmowy, gdzie zna się proste rozwiązanie KAŻDEGO problemu to obrzydliwa hipokryzja i obłuda. ech. Najlepiej udawać, że wszystko jest okej, że przecież to piękne życie, że niejeden może pozazdrościć. Nie, nie może. Bo pod skorupą kolorowych warstw siedzi zgniłe jajo. A jak pęknie to będzie mega smród.
Jeśli ktoś czytał Podolankę Krajewskiego, zrozumie smród też inaczej.
………!!!!!!!!!
•lipiec 31, 2009 • 4 komentarzymam dość bycia śmietnikiem problemów innych ludzi. spierdalajcie kurwa do swoich domów! ;(
nie mam zamiaru być miłosierna, nie chce już nikogo wysłuchiwać i doradzać. won won won! ;/
źle
•lipiec 20, 2009 • 2 komentarzyZauważam, że nie lubię ludzi. gdziekolwiek widzę lub otaczają mnie więcej niż 3 jednostki ludzkie, zaczynam być podirytowana, wkurzam się, mam ochotę rzucić kurwą i ich wszystkich pobić albo gorzej- zamordować. Narasta we mnie masa agresji, chodzę wkurzona, zarzucam fochy, mam permanentne pmsy, klnę jak szewc, nie chce mi się uśmiechać. dopiero kiedy sięgnę po coś mocniejszego (czyt. wódka) zaczyna się robić weselej, robię z siebie idiotkę, udaję sama przed sobą. bo coś mnie chyba wewnętrznie pożera, kradnie takie piękno, chęć do życia kreatywnego, pozbawionego jakiejś schematyczności, narzekań i złości. nic mi się nie podoba, ciągle kręcę nosem.
a jak wracam do swoich marzeń albo snów… to jest inaczej, mogłabym stamtąd nie wychodzić. wytwarzam sobie drugą rzeczywistość. jestem w ciąży, on jest obok, krzyczę na niego, on cierpliwie to znosi i robi mi tort z pomidorów. całuję jego nos i oczy, palcami przeciągami po brwiach, on marszczy czoło i robi głupią minę, poważnieje, jak zwykle zresztą; idzie do pracy, ja leżę na kanapie i wpierdalam wafelki, bo w ciąży to mogę co chcę. jemu i tak się podobam, nawet jak wpierdalam te wafelki i mam przetłuszczone włosy. jak urodzę będę piękniejsza. myślę, że on tak chce. bo dla niego to zrobię wszystko, nawet nauczę się grać w sapera jak zajdzie potrzeba.
ale potem znowu ktoś mnie chwyta za ramiona i mówi- rydzia, powiedz coś. a ja kurwa znowu nie słuchałam, bo myślałam, że czytam z nim w łóżku Hamleta z podziałem na role.
jeśli to początki schizofrenii, to ja w to wchodzę!
